Kolejny dzień.
Idę przed siebie.Robię tak codziennie od dłuższego czasu.
Po prostu wychodzę i idę.
Ale tym razem jest jakoś inaczej.
W słuchawkach ulubiony zespół
Twenty One Pilots.
Stressed Out.
"Sometimes a certain smell will take me back to when I was young"
Myślę o dzieciństwie.
Wtedy nie przejmowałam się niczym.
Najlepszy czas.
A teraz?
Teraz większość myśli to ból.
Ból spowodowany tym, że kogoś mi brakuje.
Jestem sama.
Od dłuższego czasu nie mam nikogo.
Nie mam przyjaciół.
Rodzina?
Im nic ni mogę powiedzieć.
Myślą tylko o sobie.
I o tym jakie studia wybiorę.
Przecież to moja decyzja.
Nie ich.
Ale oni maja to gdzieś.
Zatrzymuje się.
Patrze w górę.
Niebo jest ciemne.
Można powiedzieć, że czarne.
Czyżby zanosiło się na burzę?
Nieważne.
Powoli opuszczam głowę w dół.
Zakładam kaptur mojej ciepłej bluzy.
I idę dalej.
Co teraz leci?
Ride.
Tak.
"I'm taking my time on my ride"
Idę dalej nie przejmując się pogodą.
Mijam ogromna ilość ludzi.
Wszyscy się spieszą.
A ja? Ja idę wolno.
Nie mam dla kogo się spieszyć.
Skupiam się wyłącznie na muzyce.
Idę na plaże.
Siadam spory kawałek od brzegu.
Robi się zimno.
Ale jeszcze nie chce wracać.
Nie mam na to ochoty.
Siedzę tak jeszcze 15 minut.
Gdzie mogłabym pójść teraz?
Może do domku na wzgórzu?
Tak, dobry pomysł.
Kiedyś bywałam tam codziennie.
Ale wtedy jeszcze nie byłam sama.
Czemu ich straciłam?
Sama nie wiem.
Popełniłam wiele błędów.
Zawiodłam ich.
Stracili moje zaufanie.
Dużo tego było.
Ale teraz są szczęśliwi.
I to jest najważniejsze.
A ja?
Ja nie jestem ważna.
Nigdy nie obchodziło mnie moje dobro.
Chciałam, żeby oni byli szczęśliwi.
Jeśli oni byli to ja też.
Teraz może nie jestem.
Ale oni są.
Widziałam.
Powoli wracam do domu.
Jest ciemno.
Bardzo.
Ale co z tego?
Rodzice dzwonili.
Nie odbieram.
Nie chce.
Wchodzę do domu.
Ściągam buty.
Idę po schodach na górę.
Wchodzę do pokoju.
Zdejmuje bluzę.
Kładę się na łóżko.
Zasypiam.
Pobudka i tak będzie najgorsza...
